poniedziałek, 18 lutego 2013

III.Bitwa na śniezki

Stali sami w przedsionku. Bon otworzył usta by coś powiedzieć, ale poczuł wielką gulę w gardle. Okamura zauważył, że jego przyjaciel ma pewne trudności z wysławieniem się, wiec postanowił dać mu jeszcze chwile na przemyślenia do tego co powinien powiedzieć.
-Podejrzewam, że szykuje się dłuższa rozmowa wiec Ty idź do salonu, a ja zrobię coś do picia.- Sugaro skiną tylko głową i przeszedł do salonu, a szatyn ruszył w kierunku kuchni.
Brązowooki usadowił się na swoim wcześniejszym miejscu i zastanawiając się co powinien powiedzieć czekał na przyjaciela.
Syn szatana zrobił dwie herbaty i przeszedł z nimi do pokoju w którym czekał na niego Bon. Jeden z gorących napojów postawił przed blond-brunrtem, a z drugim usiadł naprzeciw gościa.
-Wiec o czym chciałeś porozmawiać?- pierwszy odezwał się Rin.
Sugaro spojrzał na niego nie pewnie, po czym przełknął gulę.
-O n-nas... Znaczy...Eee...- Chłopak troch się zmieszał, nie wiedział jak ma to określić.
Za jednym razem wypił większa połowę herbaty. Patrzył na wszystko tylko nie na swojego rozmówce. Władca błękitnych płomieni domyślał się od początku o co chodzi. Czuł się trochę dziwnie. A gdy jeszcze przyjaciel powiedział, że chce rozmawiać " o nas" przepełniło go dziwne uczucie. Coś jak gdyby mieszanka niepewności z czymś jeszcze, czego nie umiał rozróżnić.
-Ten pocałunek w kuchni...Co to było?-Zapytał Okamura z lekkim rumieńcem.
-Sam nie wiem.To było takie...odruchowe?
-Yhymmmm...
-Więc, chciałbym wszystko sprostować, by później nie było między nami żadnych niedomówień. Ja do Ciebie nic nie czuje, zresztą ty do mnie na pewno też. Te pocałunki były poprostu...Ymm...pocałunkami. Nic nie znaczącymi pocałunkami. -Bon czekając na Rina doszedł do wniosku, że taka jest właśnie prawda, a przynajmniej tak chciał sobie wmówić. Nie był wstanie wyobrazić sobie, że mogło to być wywołane jakimiś głębszymi uczuciami.
Na te słowa szatyna ukuło go coś w piersi. Mimo wszelakich odczuć udawał, że wszystko jest w porządku i, że podziela zdanie kolegi.
-No jeżeli wszystko jest już wyjaśnione to ja będę się zbierać.
Bon wstał od stołu i ruszył w stronę wyjścia. W progu się jeszcze zatrzymał odwrócił.
-To co do jutra?
Rin tylko skiną głowa.
-To dozobaczeniaaa.
Uśmiechnął się jeszcze na wychodne i już go nie było.

~~~

Kolejny miesiąc mijał normalnie. Bez żadnych nadzwyczajnych wydarzeń.Wszyscy zachowywali się jak najbardziej normalnie.Właśnie skończyły się lekcje egzorcystów i każdy z nich powoli wschodził z budynku na główny plac. Jakie było ich zaskoczenie na widok padającego śniegu. Wszystko wokoło było już pokryte dość dużo warstwo śniegu. Shiemi na ten widok, aż podskoczyła z zachwytu.
-Jak ślicznie.-Pisnęła blondyna.
-I śliiiiisko.-Kamiki pisnęła kiedy się poślizgnęła i ledwo złapała równowagę.
-Noo... i wiecie, co?-Odezwał się tym razem Rin pochylając się i zbierając do ręki trochę śniegu.
Wszyscy prócz Bona spojrzeli na niego. Sugaro tym czasem przyglądał się jakiejś dziewczynie wychodzącej właśnie z głównej części Akademii.
-To idealna pogoda na bitwę na śnieżki.-Dokończył szatyn z uśmiechem i rzucił chwile temu uformowano kulko śniegu w zapatszonego kolegę. Śnieżka trafiła chłopaka w tył głowy, na co ten zareagował dość gwałtownie. Odwrócił się szybko i rozejrzał się szukając winno za to osobę. Jego wzrok zatrzymał się na debilnie szczerzącym się w jego stronę Okamyurze. Nie czekając długo, również zebrał trochę śniegu i rzucił śnieżkę w stronę chłopaka. Ta jednak nie dotarła do celu, zamiast tego trafiła w Izumo prosto w twarz.
-Ale masz cela... .-Rin, zaczął śmiać się z Sugar, ale kiedy zobaczył mine dziewczyny uciszył się natychmiastowo. Ta cała czerwona ze złości otrzepała twarz ze śniegu i na ślepo rzuciła śnieżkę. Ta także nie dotarła do celu. Po chwili rozpętała się prawdziwa wojna na śnieżki. Uczestniczyła w niej każda osoba znajdująca się na placu. Wszyscy okładali się śniegiem na ślepo, śmiejąc się przy tym.  Kiedy  Bon znowu oberwał śnieżko w twarz od syna szatana, nie wytrzymał i rzucił się na niego. Oboje przewrócili się na ziemię. Bolond-brunet wziął do ręki trochę śniegu i zaczął go wcierać go w twarz kolegi. Szatyn za wszelką cenę chciał się wyrwać lecz Bon był zbyt silny. Dopiero po dość długiej chwili szarpaniny, zdali sobie sprawę z tego w jakiej dwuznacznej sytuacji się znajdują. Ryuji siedział na biodrach starszego Okumuy i przyciskał jego nadgarstki do ziemi. 

~ Zmiana narracji ~

Patrzyłem prosto w tę głębokie ciemne oczy, a one w moje. Czułem jak serce wręcz boleśnie obija mi się o żebra. Zahipnotyzowany tym wzrokiem nawet nie zauważyłem kiedy odległość miedzy nami zaczęła się zmniejszać.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Ostatnio miałam totalny brak weny. Masakra....Jeszce to takie krótkie i nawet nie chce mi się tego teraz sprawdzać. Zrobię to kiedyś tam.W ogóle mam pytanie, ktoś to czyta?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz