-RIN!!- Z zamyślenie wyrwał mnie krzyk nauczyciela.- Znowu nie uważasz.- Spojrzał na mnie gniewnie.- Musze chyba porozmawiać z twoim bratem.
Boszzz....Znowu to samo. Czego się on tak czepiał, każdemu czasami zdarzało się utonąć w myślach i jeszcze myśli, że zastraszy mnie Yukim. No błagam was, to on jest odemnie młodszy. Nie odezwałem się nawet słowem i do końca zajęć starałem się nie myśleć już o tym wszystkim. Kilka razy złapałem się na patrzeniu na blond-bruneta. Po lekcjach wróciłem do bloku. Mój brat miał jakąś sprawę wiec jak zwykle siedziałem w pokoju, nudząc się jak cholera. Nie wiedziałem co ma ze sobą zrobić. Po jakimś czasie wgapiania się w sufit zaczęło burczeć mi w brzuchu. Mój żołądek domagał się jedzenia. Ruszyłem leniwym krokiem do kuchni. Ogarnąłem wzrokiem wszystko co znajdowało się w pomieszczeniu. Zebrałam na blacie kilka rzeczy , pomyślałem, że ja sam tego wszystkiego nie zjem więc złapałem za telefon i zadzwoniłem do Renzo.
-Hej!-Odezwał się wesoły głos kolegi.
-No hej. Jesteś głodny?-Zapytałem przygryzając dolną wargę lekko.
-Szczerze to tak. A co, masz mi coś do zaoferowania?
-Można tak powiedzieć. Bierz chłopaków i przychodźcie.
-Już lecę.
-Tylko uważaj na słupy i drzewa.
Boszzz....Znowu to samo. Czego się on tak czepiał, każdemu czasami zdarzało się utonąć w myślach i jeszcze myśli, że zastraszy mnie Yukim. No błagam was, to on jest odemnie młodszy. Nie odezwałem się nawet słowem i do końca zajęć starałem się nie myśleć już o tym wszystkim. Kilka razy złapałem się na patrzeniu na blond-bruneta. Po lekcjach wróciłem do bloku. Mój brat miał jakąś sprawę wiec jak zwykle siedziałem w pokoju, nudząc się jak cholera. Nie wiedziałem co ma ze sobą zrobić. Po jakimś czasie wgapiania się w sufit zaczęło burczeć mi w brzuchu. Mój żołądek domagał się jedzenia. Ruszyłem leniwym krokiem do kuchni. Ogarnąłem wzrokiem wszystko co znajdowało się w pomieszczeniu. Zebrałam na blacie kilka rzeczy , pomyślałem, że ja sam tego wszystkiego nie zjem więc złapałem za telefon i zadzwoniłem do Renzo.
-Hej!-Odezwał się wesoły głos kolegi.
-No hej. Jesteś głodny?-Zapytałem przygryzając dolną wargę lekko.
-Szczerze to tak. A co, masz mi coś do zaoferowania?
-Można tak powiedzieć. Bierz chłopaków i przychodźcie.
-Już lecę.
-Tylko uważaj na słupy i drzewa.
-Hai!
-To do zobaczenia.
-Paaaaaaa!
Po tym się rozłączyłem, odłożyłem telefon i pełen energii zabrałem się do robienia obiadu.
~ Zmiana narracji ~ ~ ~ Tym czasem w pokoju trojga przyjaciół.~
-Rin zaprosił nas na obiad!-Wykrzykną radosny różowowłosy.
-Naprawdę? Jak fajnie.Jego kuchnia jest przepyszna!-Zawołał uradowany Koneko.
Przyglądałam się jak oboje wręcz skaczą ze szczęścia. Nie był bym sobą gdybym tego nie przerwał.
-Ja nie idę.
-Co? Czemu?-Renzo spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie mam ochoty i tyle.
Zapadła cisza, którą po dłuższej chwili przerwał rózowowłosy.
-A ta niechęć nie jest przypadkiem spowodowana tym co zaszło miedzy tobą, a Rinem w klubie?
Poczułem jak pieką mnie policzki.Opuściłem głowę do dołu by nie było tak bardzo widać, że się rumienie.
-Nic między nami nie zaszło.-Za protestowałem.
-No to choć z nami.
-No...No dobra.-Poddałem się.
-Świetnie. To chodźmy.- Uśmiechnął się radośnie różowowłosy i pociągnął mnie i Koneko za sobą w stronę mieszkania Okamury.
Szedłem bardzooo wolno. Nie spieszyło mi się do spotkania z tym demonem. Nie dawałem tego po sobie poznać ale przez te ostatnie dużo myślałem o pocałunku z Rinem Do głowy napłynęło mi wiele myśli takich jak: Czemu wtedy go po prostu nie odepchnąłem? Czy on coś do mnie czuję? I przede wszystkim pytanie, które najbardziej mnie męczyło: Czy ja czuję coś do niego? Przez całą drogę zastanawiałem się nad tym wszystkim co się ostatnio działo. Przez te myśli nie zauważyłem kiedy znalazłem się u Okumary. Siedziałem razem z przyjaciółmi z którymi tu przyszedłem przy stole w salonie. Czułem się zaskakująco dobrze. Rozluźniłem się i nawet wdałem się w rozmowę z Renzo i Koneko. Ale wszystko się skończyło kiedy szatyn pojawił się w pomieszczeniu z naczyniami pełnymi pięknie pachnących potraw. Uśmiechnął się do nas radośnie. Ustawił wszystko na stole i usiadł przy stole. Zachowywał się normalnie.Chyba ten pocałunek to dla niego nic takiego. Choć na początku zachowywał się dziwnie. Może dla tego, ze był pijany? Dobra dajmy sobie już z tym spokój .Próbowałem zachowywać się naturalnie. Zjedliśmy obiad w dość miłej atmosferze. Chłopacy nawijali jak najęci. Dość szybko wyczyściliśmy naczynia. Ponownie się rozluźniłem. Nie miałem czego się tak obawiać. Dzięki temu przepysznemu obiadowi i przyjaciołom zapomniałem o wcześniej gnębiących mnie myślach.
~ Zmiana narracji. ~
Wstałem powoli od stołu.
-Idę po deser, zaraz wracam.- Zakumunikowałem z uśmiechem zbierając puste naczynia ze stołu.
-Poczekaj, pomogę Ci.- Zaoferował się Sugaro.
-Ok.- Uśmiechnąłem się lekko.
Byłem trochę zdziwiony tym, że Bon chce mi pomóc.Wstał od stołu i zebrał resztę naczyń.Oboje przeszliśmy do kuchni. Naczynia zostały odłożone do zlewu. Kiedy przechodziłem do lodówki przez moje gapiostwo potknąłem się o własne nogi. Przymknąłem oczy. Już przygotowałem się na spotkanie z zimną, twardą posadzką ale zamiast poczuć chłód i ból z powodu upadku, poczułem silne ręce. Otworzyłem oczy. Wylądowałem w ramionach Bona, który był na tyle szybki by mnie złapać. Poczułem lekkie pieczenie policzków.
-Mógłbyś bardziej uważać...- Zwrócił się do mnie, lecz ja nie mogłem z siebie nic wydusić.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Blond-brunet wpatrywał mi się w oczy. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej. Powoli jego usta zbliżyły się do moich i połączyły w delikatnym pocałunku. Znów poczułem ten słodki smak o którym nie mogłem zapomnieć. Pocałunek trwał niestety krotko. Nasze oddechy były przyśpieszone. Czułem jak pieką mnie poliki.
-B-bon....-Zdołałem tylko tyle z siebie wydusić.
Ten nic mi nie opowiedział tylko puścił mnie i wyszedł z kuchni. przez chwile stałem jak słup soli i zastanawiałem się co się przed chwilą wydarzyło. Z tego wszystkiego nie rozumiałem tylko i wyłącznie jednego, a mianowicie czemu on mnie pocałował i bez słowa wyjaśnienia wyszedł. To było cholernie dziwne.
Przypomniałem sobie o świecie realnym. Ruszyłem się wreszcie z miejsca i podchodząc do lodówki wyjąłem z niej miseczki z panacotto i mrożony sorbet gruszkowy z zamrażalnika. Ładnie ułożyłem to na czterech talerzach i podałem do stołu. Nasze spotkanie przeciągnęło się do wieczora. Za oknem było już ciemno kiedy Sugaro, Koneko i Renzo szykowali się do wyjścia.
-To co , do jutra!- Pożegnał się za mnąc różowoołosy.
-Wszystko był naprawdę pycha.- Podsumował z uśmiechem okularnik.
-Ja jeszcze zostaje chce pogadać z Rinem.- Odezwał się nagle Bon.
Popatrzyłem na niego z źle ukrywanym zdziwieniem.
-Ok. To do jutra Rin.- Pozostała dwójka się pożegnała i wyszła.
-To do zobaczenia.
-Paaaaaaa!
Po tym się rozłączyłem, odłożyłem telefon i pełen energii zabrałem się do robienia obiadu.
~ Zmiana narracji ~ ~ ~ Tym czasem w pokoju trojga przyjaciół.~
-Rin zaprosił nas na obiad!-Wykrzykną radosny różowowłosy.
-Naprawdę? Jak fajnie.Jego kuchnia jest przepyszna!-Zawołał uradowany Koneko.
Przyglądałam się jak oboje wręcz skaczą ze szczęścia. Nie był bym sobą gdybym tego nie przerwał.
-Ja nie idę.
-Co? Czemu?-Renzo spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie mam ochoty i tyle.
Zapadła cisza, którą po dłuższej chwili przerwał rózowowłosy.
-A ta niechęć nie jest przypadkiem spowodowana tym co zaszło miedzy tobą, a Rinem w klubie?
Poczułem jak pieką mnie policzki.Opuściłem głowę do dołu by nie było tak bardzo widać, że się rumienie.
-Nic między nami nie zaszło.-Za protestowałem.
-No to choć z nami.
-No...No dobra.-Poddałem się.
-Świetnie. To chodźmy.- Uśmiechnął się radośnie różowowłosy i pociągnął mnie i Koneko za sobą w stronę mieszkania Okamury.
Szedłem bardzooo wolno. Nie spieszyło mi się do spotkania z tym demonem. Nie dawałem tego po sobie poznać ale przez te ostatnie dużo myślałem o pocałunku z Rinem Do głowy napłynęło mi wiele myśli takich jak: Czemu wtedy go po prostu nie odepchnąłem? Czy on coś do mnie czuję? I przede wszystkim pytanie, które najbardziej mnie męczyło: Czy ja czuję coś do niego? Przez całą drogę zastanawiałem się nad tym wszystkim co się ostatnio działo. Przez te myśli nie zauważyłem kiedy znalazłem się u Okumary. Siedziałem razem z przyjaciółmi z którymi tu przyszedłem przy stole w salonie. Czułem się zaskakująco dobrze. Rozluźniłem się i nawet wdałem się w rozmowę z Renzo i Koneko. Ale wszystko się skończyło kiedy szatyn pojawił się w pomieszczeniu z naczyniami pełnymi pięknie pachnących potraw. Uśmiechnął się do nas radośnie. Ustawił wszystko na stole i usiadł przy stole. Zachowywał się normalnie.Chyba ten pocałunek to dla niego nic takiego. Choć na początku zachowywał się dziwnie. Może dla tego, ze był pijany? Dobra dajmy sobie już z tym spokój .Próbowałem zachowywać się naturalnie. Zjedliśmy obiad w dość miłej atmosferze. Chłopacy nawijali jak najęci. Dość szybko wyczyściliśmy naczynia. Ponownie się rozluźniłem. Nie miałem czego się tak obawiać. Dzięki temu przepysznemu obiadowi i przyjaciołom zapomniałem o wcześniej gnębiących mnie myślach.
~ Zmiana narracji. ~
Wstałem powoli od stołu.
-Idę po deser, zaraz wracam.- Zakumunikowałem z uśmiechem zbierając puste naczynia ze stołu.
-Poczekaj, pomogę Ci.- Zaoferował się Sugaro.
-Ok.- Uśmiechnąłem się lekko.
Byłem trochę zdziwiony tym, że Bon chce mi pomóc.Wstał od stołu i zebrał resztę naczyń.Oboje przeszliśmy do kuchni. Naczynia zostały odłożone do zlewu. Kiedy przechodziłem do lodówki przez moje gapiostwo potknąłem się o własne nogi. Przymknąłem oczy. Już przygotowałem się na spotkanie z zimną, twardą posadzką ale zamiast poczuć chłód i ból z powodu upadku, poczułem silne ręce. Otworzyłem oczy. Wylądowałem w ramionach Bona, który był na tyle szybki by mnie złapać. Poczułem lekkie pieczenie policzków.
-Mógłbyś bardziej uważać...- Zwrócił się do mnie, lecz ja nie mogłem z siebie nic wydusić.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Blond-brunet wpatrywał mi się w oczy. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej. Powoli jego usta zbliżyły się do moich i połączyły w delikatnym pocałunku. Znów poczułem ten słodki smak o którym nie mogłem zapomnieć. Pocałunek trwał niestety krotko. Nasze oddechy były przyśpieszone. Czułem jak pieką mnie poliki.
-B-bon....-Zdołałem tylko tyle z siebie wydusić.
Ten nic mi nie opowiedział tylko puścił mnie i wyszedł z kuchni. przez chwile stałem jak słup soli i zastanawiałem się co się przed chwilą wydarzyło. Z tego wszystkiego nie rozumiałem tylko i wyłącznie jednego, a mianowicie czemu on mnie pocałował i bez słowa wyjaśnienia wyszedł. To było cholernie dziwne.
Przypomniałem sobie o świecie realnym. Ruszyłem się wreszcie z miejsca i podchodząc do lodówki wyjąłem z niej miseczki z panacotto i mrożony sorbet gruszkowy z zamrażalnika. Ładnie ułożyłem to na czterech talerzach i podałem do stołu. Nasze spotkanie przeciągnęło się do wieczora. Za oknem było już ciemno kiedy Sugaro, Koneko i Renzo szykowali się do wyjścia.
-To co , do jutra!- Pożegnał się za mnąc różowoołosy.
-Wszystko był naprawdę pycha.- Podsumował z uśmiechem okularnik.
-Ja jeszcze zostaje chce pogadać z Rinem.- Odezwał się nagle Bon.
Popatrzyłem na niego z źle ukrywanym zdziwieniem.
-Ok. To do jutra Rin.- Pozostała dwójka się pożegnała i wyszła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz