poniedziałek, 18 lutego 2013

III.Bitwa na śniezki

Stali sami w przedsionku. Bon otworzył usta by coś powiedzieć, ale poczuł wielką gulę w gardle. Okamura zauważył, że jego przyjaciel ma pewne trudności z wysławieniem się, wiec postanowił dać mu jeszcze chwile na przemyślenia do tego co powinien powiedzieć.
-Podejrzewam, że szykuje się dłuższa rozmowa wiec Ty idź do salonu, a ja zrobię coś do picia.- Sugaro skiną tylko głową i przeszedł do salonu, a szatyn ruszył w kierunku kuchni.
Brązowooki usadowił się na swoim wcześniejszym miejscu i zastanawiając się co powinien powiedzieć czekał na przyjaciela.
Syn szatana zrobił dwie herbaty i przeszedł z nimi do pokoju w którym czekał na niego Bon. Jeden z gorących napojów postawił przed blond-brunrtem, a z drugim usiadł naprzeciw gościa.
-Wiec o czym chciałeś porozmawiać?- pierwszy odezwał się Rin.
Sugaro spojrzał na niego nie pewnie, po czym przełknął gulę.
-O n-nas... Znaczy...Eee...- Chłopak troch się zmieszał, nie wiedział jak ma to określić.
Za jednym razem wypił większa połowę herbaty. Patrzył na wszystko tylko nie na swojego rozmówce. Władca błękitnych płomieni domyślał się od początku o co chodzi. Czuł się trochę dziwnie. A gdy jeszcze przyjaciel powiedział, że chce rozmawiać " o nas" przepełniło go dziwne uczucie. Coś jak gdyby mieszanka niepewności z czymś jeszcze, czego nie umiał rozróżnić.
-Ten pocałunek w kuchni...Co to było?-Zapytał Okamura z lekkim rumieńcem.
-Sam nie wiem.To było takie...odruchowe?
-Yhymmmm...
-Więc, chciałbym wszystko sprostować, by później nie było między nami żadnych niedomówień. Ja do Ciebie nic nie czuje, zresztą ty do mnie na pewno też. Te pocałunki były poprostu...Ymm...pocałunkami. Nic nie znaczącymi pocałunkami. -Bon czekając na Rina doszedł do wniosku, że taka jest właśnie prawda, a przynajmniej tak chciał sobie wmówić. Nie był wstanie wyobrazić sobie, że mogło to być wywołane jakimiś głębszymi uczuciami.
Na te słowa szatyna ukuło go coś w piersi. Mimo wszelakich odczuć udawał, że wszystko jest w porządku i, że podziela zdanie kolegi.
-No jeżeli wszystko jest już wyjaśnione to ja będę się zbierać.
Bon wstał od stołu i ruszył w stronę wyjścia. W progu się jeszcze zatrzymał odwrócił.
-To co do jutra?
Rin tylko skiną głowa.
-To dozobaczeniaaa.
Uśmiechnął się jeszcze na wychodne i już go nie było.

~~~

Kolejny miesiąc mijał normalnie. Bez żadnych nadzwyczajnych wydarzeń.Wszyscy zachowywali się jak najbardziej normalnie.Właśnie skończyły się lekcje egzorcystów i każdy z nich powoli wschodził z budynku na główny plac. Jakie było ich zaskoczenie na widok padającego śniegu. Wszystko wokoło było już pokryte dość dużo warstwo śniegu. Shiemi na ten widok, aż podskoczyła z zachwytu.
-Jak ślicznie.-Pisnęła blondyna.
-I śliiiiisko.-Kamiki pisnęła kiedy się poślizgnęła i ledwo złapała równowagę.
-Noo... i wiecie, co?-Odezwał się tym razem Rin pochylając się i zbierając do ręki trochę śniegu.
Wszyscy prócz Bona spojrzeli na niego. Sugaro tym czasem przyglądał się jakiejś dziewczynie wychodzącej właśnie z głównej części Akademii.
-To idealna pogoda na bitwę na śnieżki.-Dokończył szatyn z uśmiechem i rzucił chwile temu uformowano kulko śniegu w zapatszonego kolegę. Śnieżka trafiła chłopaka w tył głowy, na co ten zareagował dość gwałtownie. Odwrócił się szybko i rozejrzał się szukając winno za to osobę. Jego wzrok zatrzymał się na debilnie szczerzącym się w jego stronę Okamyurze. Nie czekając długo, również zebrał trochę śniegu i rzucił śnieżkę w stronę chłopaka. Ta jednak nie dotarła do celu, zamiast tego trafiła w Izumo prosto w twarz.
-Ale masz cela... .-Rin, zaczął śmiać się z Sugar, ale kiedy zobaczył mine dziewczyny uciszył się natychmiastowo. Ta cała czerwona ze złości otrzepała twarz ze śniegu i na ślepo rzuciła śnieżkę. Ta także nie dotarła do celu. Po chwili rozpętała się prawdziwa wojna na śnieżki. Uczestniczyła w niej każda osoba znajdująca się na placu. Wszyscy okładali się śniegiem na ślepo, śmiejąc się przy tym.  Kiedy  Bon znowu oberwał śnieżko w twarz od syna szatana, nie wytrzymał i rzucił się na niego. Oboje przewrócili się na ziemię. Bolond-brunet wziął do ręki trochę śniegu i zaczął go wcierać go w twarz kolegi. Szatyn za wszelką cenę chciał się wyrwać lecz Bon był zbyt silny. Dopiero po dość długiej chwili szarpaniny, zdali sobie sprawę z tego w jakiej dwuznacznej sytuacji się znajdują. Ryuji siedział na biodrach starszego Okumuy i przyciskał jego nadgarstki do ziemi. 

~ Zmiana narracji ~

Patrzyłem prosto w tę głębokie ciemne oczy, a one w moje. Czułem jak serce wręcz boleśnie obija mi się o żebra. Zahipnotyzowany tym wzrokiem nawet nie zauważyłem kiedy odległość miedzy nami zaczęła się zmniejszać.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Ostatnio miałam totalny brak weny. Masakra....Jeszce to takie krótkie i nawet nie chce mi się tego teraz sprawdzać. Zrobię to kiedyś tam.W ogóle mam pytanie, ktoś to czyta?

niedziela, 18 listopada 2012

II.Obiad

Nie rozmawiałem z Bonem od trzech dni. Nie miałem coś ochoty z nim gadać.W ciągu tych trzech dni dużo rozmyślałem o tym pocałunku w klubie. Z jakiegoś powodu nie dawało mi to spokoju.Czułem się z tym bardzo dziwnie. Przypomniał mi się smak ust Sugaro. Odruchowo oblizałem wargi.
-RIN!!- Z zamyślenie wyrwał mnie krzyk nauczyciela.- Znowu nie uważasz.- Spojrzał na mnie gniewnie.- Musze chyba porozmawiać z twoim bratem.
Boszzz....Znowu to samo. Czego się on tak czepiał, każdemu czasami zdarzało się utonąć w myślach i jeszcze myśli, że zastraszy mnie  Yukim. No błagam was, to on jest odemnie młodszy. Nie odezwałem się nawet słowem i do końca zajęć starałem się nie myśleć już o tym wszystkim. Kilka razy złapałem się na patrzeniu na blond-bruneta. Po lekcjach wróciłem do bloku. Mój brat miał jakąś sprawę wiec jak zwykle siedziałem w pokoju, nudząc się jak cholera. Nie wiedziałem co ma ze sobą zrobić. Po jakimś czasie wgapiania się w sufit zaczęło burczeć mi w brzuchu. Mój żołądek domagał się jedzenia. Ruszyłem leniwym krokiem do kuchni. Ogarnąłem wzrokiem wszystko co znajdowało się w pomieszczeniu. Zebrałam  na blacie kilka rzeczy , pomyślałem, że ja sam tego wszystkiego nie zjem więc złapałem za telefon i zadzwoniłem do Renzo.
-Hej!-Odezwał się wesoły głos kolegi.
-No hej. Jesteś głodny?-Zapytałem przygryzając dolną wargę lekko.
-Szczerze to tak. A co, masz mi coś do zaoferowania?
-Można tak powiedzieć. Bierz chłopaków i przychodźcie.
-Już lecę.
-Tylko uważaj na słupy i drzewa.
-Hai!
-To do zobaczenia.
-Paaaaaaa!
Po tym się rozłączyłem, odłożyłem telefon i pełen energii zabrałem się do robienia obiadu.

~ Zmiana narracji ~ ~ ~ Tym czasem w pokoju trojga przyjaciół.~

-Rin zaprosił nas na obiad!-Wykrzykną radosny różowowłosy.
-Naprawdę? Jak fajnie.Jego kuchnia jest przepyszna!-Zawołał uradowany Koneko.
Przyglądałam się jak oboje wręcz skaczą ze szczęścia. Nie był bym sobą gdybym tego nie przerwał.
-Ja nie idę.
-Co? Czemu?-Renzo spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie mam ochoty i tyle.
Zapadła cisza, którą po dłuższej chwili przerwał rózowowłosy.
-A ta niechęć nie jest przypadkiem spowodowana tym co zaszło miedzy tobą, a Rinem w klubie?
Poczułem jak pieką mnie policzki.Opuściłem głowę do dołu by nie było tak bardzo widać, że się rumienie.
-Nic między nami nie zaszło.-Za protestowałem.
-No to choć z nami.
-No...No dobra.-Poddałem się.
-Świetnie. To chodźmy.- Uśmiechnął się radośnie różowowłosy i pociągnął mnie i Koneko za sobą w stronę mieszkania Okamury.
Szedłem bardzooo wolno. Nie spieszyło mi się do spotkania z tym demonem. Nie dawałem tego po sobie poznać ale przez te ostatnie dużo myślałem o pocałunku z Rinem Do głowy napłynęło mi wiele myśli takich jak:   Czemu wtedy go po prostu nie odepchnąłem? Czy on coś do mnie czuję? I przede wszystkim pytanie, które najbardziej mnie męczyło:  Czy ja czuję coś do niego?   Przez całą drogę zastanawiałem się nad tym wszystkim co się ostatnio działo. Przez te myśli nie zauważyłem kiedy znalazłem się u Okumary. Siedziałem razem z przyjaciółmi z którymi tu przyszedłem przy stole w salonie. Czułem się zaskakująco dobrze. Rozluźniłem się i nawet wdałem się w rozmowę z Renzo i Koneko. Ale wszystko się skończyło kiedy szatyn pojawił się w pomieszczeniu z naczyniami pełnymi pięknie pachnących potraw. Uśmiechnął się do nas radośnie.  Ustawił wszystko na stole i usiadł przy stole. Zachowywał się normalnie.Chyba ten pocałunek to dla niego nic takiego. Choć na początku zachowywał się dziwnie. Może dla tego, ze był pijany? Dobra dajmy sobie już z tym spokój .Próbowałem zachowywać się naturalnie. Zjedliśmy obiad w dość miłej atmosferze. Chłopacy nawijali jak najęci. Dość szybko wyczyściliśmy naczynia. Ponownie się rozluźniłem. Nie miałem czego się tak obawiać. Dzięki temu przepysznemu obiadowi i przyjaciołom zapomniałem o wcześniej gnębiących mnie myślach.

~ Zmiana narracji. ~

Wstałem powoli od stołu.
-Idę po deser, zaraz wracam.- Zakumunikowałem z uśmiechem zbierając puste naczynia ze stołu.
-Poczekaj, pomogę Ci.- Zaoferował się Sugaro.
-Ok.- Uśmiechnąłem się lekko.
Byłem trochę zdziwiony tym, że Bon chce mi pomóc.Wstał od stołu i zebrał resztę naczyń.Oboje przeszliśmy do kuchni. Naczynia zostały odłożone do zlewu. Kiedy przechodziłem do lodówki przez moje gapiostwo potknąłem się o własne nogi. Przymknąłem oczy. Już przygotowałem się na spotkanie z zimną, twardą posadzką ale zamiast poczuć chłód i ból z powodu upadku, poczułem silne ręce. Otworzyłem oczy. Wylądowałem w ramionach Bona, który był na tyle szybki by mnie złapać. Poczułem lekkie pieczenie policzków.
-Mógłbyś bardziej uważać...- Zwrócił się do mnie, lecz ja nie mogłem z siebie nic wydusić.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Blond-brunet wpatrywał mi się w oczy. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej. Powoli jego usta zbliżyły się do moich i połączyły w delikatnym pocałunku. Znów poczułem ten słodki smak o którym nie mogłem zapomnieć. Pocałunek  trwał niestety krotko. Nasze oddechy były przyśpieszone. Czułem jak pieką mnie poliki.
-B-bon....-Zdołałem tylko tyle z siebie wydusić.
Ten nic mi nie opowiedział tylko puścił mnie i wyszedł z kuchni. przez chwile stałem jak słup soli i zastanawiałem się co się przed chwilą wydarzyło. Z tego wszystkiego nie rozumiałem tylko i wyłącznie jednego, a mianowicie czemu on mnie pocałował i bez słowa wyjaśnienia wyszedł. To było cholernie dziwne.
Przypomniałem sobie o świecie realnym. Ruszyłem się wreszcie z miejsca i podchodząc do lodówki wyjąłem z niej miseczki z panacotto i mrożony sorbet gruszkowy z zamrażalnika. Ładnie ułożyłem to na czterech talerzach i podałem do stołu. Nasze spotkanie przeciągnęło się do wieczora. Za oknem było już ciemno kiedy Sugaro, Koneko i Renzo szykowali się do wyjścia.
-To co , do jutra!- Pożegnał się za mnąc różowoołosy.
-Wszystko był naprawdę pycha.- Podsumował z uśmiechem okularnik.
-Ja jeszcze zostaje chce pogadać z Rinem.- Odezwał się nagle Bon.
Popatrzyłem na niego z źle ukrywanym zdziwieniem.
-Ok. To do jutra Rin.- Pozostała dwójka się pożegnała i wyszła.




środa, 3 października 2012

I.Wolny weekend!



-Cały weekend wolny. Jeah!- Ucieszył się Renzo na wieść, że Yukio musi załatwić ważne sprawy i nie będzie go prze trzy dni, a zastępstwo na lekcje nie jest możliwe.
-Wreszcie się wyśpię.- Powiedział ziewając Rin.
-Shura będzie miała was na oku...-Dodał niechętnie nauczyciel.
Nikt już nie zwracał uwagi na okularnika. Rozamorowali miedzy sobą co by tu ciekawego zrobić z tak wielka ilością wolnego czasu. Dało sie słyszeć zgrzytanie otwieranych drzwi i do klasy weszła ruda kobieta.
-Szybko przyszłaś.-Zwrócił sie do niej brunet.
-No wiesz, skoro Ty mnie o to porosłeś to nie zwlekałam.-Uśmiechnęła się do niego zadziornie.
-Tak, tak jasne. Ja muszę już iść. Powiedz co i jak i niech się rozejdą.-Powiedział zbierając papiery z biurka.
-Jasneee.- Przytaknęła dla chłopaka.
Yukio skierował się w stronę drzwi.
-Na razie braciszku.-Krzykną jeszcze Rin zanim  jego bliźniak zdołał wyjść.
Nikt poza Rinem i Shura nie zauważył, że nauczyciel juz wyszedł. Byli zawzięcie zajęci rozmową. Kobieta spojrzała na nich i się chwile zastanowiła. Po jakimś czasie sie odezwała.
-To co idziemy do klubu czy robimy imprezę u Okumary?!- Zapytała przekrzykując wszystkich.
Wszyscy nagle ucichli i spojrzeli na nią, a potem po sobie.
-Do klubu! -Odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Tak myślałam. -Shura uśmiechnęła sie pod nosem.-Macie być gotowi na 19, będę tu na was czekać.-Po tych słowach wyszła z sali.
W klasie znowu rozległy się dyskusje.

~Godzina 19 w klasie egzorcystów.~

-Wszyscy są? -Zapytała Shura spoglądając na każdego z nich z osobna.
-Taak.- Odpowiedziała podniecona tym wszystkim Shemi.
-No to idziemy.-Poinformowała wszystkich zebranych i powolnym krokiem ruszyła w stronę bramy wyjściowej z Akademii prawdziwego Krzyża, reszta ruszyła w jej ślady.
-Będzie ciekawie.-Uśmiechnął się zadowolony Rin.
-Już sie nie mogę doczekać.-Dodał Renzo.
-Czy ja wiem...-Bon miał co do tego wątpliwości.
-Oj, Bon. Jak zwykle przesadzasz. Będzie fajnie.-Do rozmowy dołączył Koneko.
-Może i macie racje.- Suguro zaczął się przekonywać.
Koledzy nastawiali go do tej sytuacji jak najpozytywniej przez cała drogę co w końcowym rezultacie nieźle im wyszło. Shemi i Iozumo szły bardziej z przodu. Prawie przez cały czas nawijała tylko blondynka jakie to dla niej ekscytujące. Jej koleżanka tylko co jakiś czas jej przytakiwała.
Po 20 minutach, stali przede klubem. Żeby wejść było trzeba ominąć ochroniarza wielkiego jak jakaś góra. Szura tylko na niego spojrzała, a on z "Dobry wieczór Pani" na ustach wpuścił całą grupę.
Gdy byli już w środku odezwała się od nich rudowłosa.
-Wybierzcie jeden stolik i poczekajcie przy nim na mnie.
Cała szóstka przytaknęła grzecznie i usiedli przy jednym ze stolików. Po niedługiej chwili wróciła do nich  z drinkami dla dziewczyn i Koneko, wiedziała, że nie lubią piwa, a dla pozostałej trójki i dla siebie przyniosła po kuflu piwa.
-No to zdrówko dzieciaki.-Uśmiechnęła się do nich i upiła trochę swojego piwa. Okamura i Renzo poszli w jej ślady. Reszta dumała nad swoimi napojami lecz po jakimś czasie alkohol zaczął  być wypijany w bardzo szybkim tępię. Shura dawno gdzieś zniknęła, do dziewczyn zaczęli kleić się starsi mężczyźni, a chłopacy rozproszyli się na wszystkie strony, jeden tańczył, drugi podrywał jakąś dziewczynę, trzeci siedział przy stoliku, a czwarty zamawiał coś w barze. Po dobrych trzech godzinach wszyscy wyczerpani znowu zebrali sie przy stoliku.
-Dawno nie bawiłam sie tak dobrze.-Rzuciła uśmiechnięta Shura.- Wiecie co....Mam pomysł! Zagrajmy w prawdę i wyzwanie.-Zaproponowała.
-To ja skocze po butelke.- Zaoferował sie Miwa i zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć poszedł do baru. Po chwili wrócił z butelko po jakiejś wódce.
-Ja zaczynam!- Krzykną szybko Rin i wziął butelek by nikt go nie wyprzedził.
Zakręcił mocno butelką. Powoli zaczynała zwalniać i i...zatrzymała się na ich "opiekunie".
-Prawda.-Odezwał się kobieta nie czekając na pytanie.
Niebieskooki zastanowił się chwile.
-O! Już wiem! -Krzykną zadowolony.
-Dawaj.-Szura właśnie przyłożyła kufel do ust.
-To prawda, że podoba ci się mój brat?!-Wypalił chłopak i spojrzał na nią ciekawie.
Kobieta słysząc to pytanie prawie zakrztusiła sie przełykanym właśnie piwem.
-Że co proszę?!-Zapytała zaskoczona.
-No to co usłyszałaś. Czy to prawda, że mój brata Ci się podoba?-Powtórzył pytanie.
Shura wzięła głęboki oddech.
-Tak.-Przyznała się niechętnie. 
-Ha! Wiedziałem.-Zaczął sie śmiać.
Policzki rudowłosej były zarómienione. Nie było można określić czy to przez alkohol czy może te pytanie.
-Teraz ja.-Zakręciła butelką.
Tym razem zatrzymał się na Izumo.
-Prawda czy wyzwanie? -zapytała.
-Wyzwanie.-Odparł z obojętnością na twarzy.
-Poderwij tamtego barmana.-Wskazała na młodego chłopaka za barem.
Szatynka wstała od stołu uśmiechnęła się i podeszła do baru. Wszyscy uważnie oglądali jej poczynania. Po kilku minutach chłopak dostał od niej całusa w policzek, a ona od niego drinka. Powróciła do stolika z nagrodą.
-Brawo.- Uśmiechnęła się do niej blondynka obok.-Ja bym tak nie umiała.
-Dobra kręć.-Pogonił ją Bom, który jż powoli się niecierpliwił.
-Zrobiła to o co ja poproszono. Butelka wskazywał teraz na Rina.
-Wyzwanie.-Powiedział podekscytowany szatyn.
Tu wtrąciła się Shura.
-Mogę coś zasugerować?  -Zapytała dziewczyny.
-Jasne .Ja i tak nie mam żadnego pomysłu.-Odparła.
Ruda wstała i podeszła do Kamiki i wyszeptała jej coś do ucha.
-To będzie dobre.-Dziewczyna uśmiechnęła się przebiegle.
-Wiem.-Zaśmiała się kobieta i podeszła teraz do Rina. Zbliżyła się do u niego i wyszeptała mu go ucha.
-Masz pocałować Bona.
-Co?!-Chłopak patrzyła na nią z osłupieniem.
-Z języczkiem.-dodała  Kirigakure nadal szepcząc mu do ucha..
-Nigdy!-Zaprotestował chłopak.
-Ja musiałam się przyznać wiec Ty musisz go pocałować.-Uśmiechneła się chytsze pod nosem.-No raz raz.
Rin sie juz nie odzywał. Spojrzał tylko na swą "oprafczynie" wzrokiem miotającym pioruny. Wziął głęboki oddech i podszedł do Ryuji, nachylił sie powoli nad nim i zamknął oczy.
-Co do....-Bon nie zdołał dokończyć ponieważ jego usta były właśnie zatykane odpowiednikami Okumary. Z niewiadomych powodów jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Nagle poczuł jak do jego ust wsuwa się cudzy język. Zaczęło mu się to nawet podobać....Nie, to chore. Dał sobie mentalnie po pysku. Rin był trochę zdziwiony, że jeszcze nie został odepchnięty. Wreszcie odkleił się od Bona. Ten wpatrywał się w chłopaka z dziwnym wyrazem twarzy. Znajomi przyglądali się im z oczami wielkimi jak kule bilardowe.
-Wow....-jako pierwsza odezwała się Moriyama.
-Nie sądziłam, ze to zrobisz.-Powiedziawszy to Shura wybuchła śmiechem.
Dopiero do długiej chwili wszyscy się otrząsnęli z szoku.
-Może wracajmy już do akademii?- Zaproponował Konek.
-Taa, jestem wykończony. -Mówiąc to Renzo się przeciagnoł.
-Nie możemy. Akademia jest już zamknięta. Musimy przespać się na górze. Impreza zaraz się kończy więc będzie cicho.-Dopiero teraz rudowłosa przestał się śmiać.
-O Bożee...No dobra...-Zgodziła się Kamiki.
-Ja nie mam sił dyskutować.-powiedział Renzo.
-Ja też nie.-Dodał Miwa.
-Tak.-Przytaknęła pół przytomna blondyna.
-No to idziemy.-Oznajmiła ruda. Podeszła do baru i załatwiła kluczyki po czym wszyscy wgramolili się na górę.
-Proszę to dla was. Spicie w jednym po pokoju w parach. Jest tylko jedno łóżko na pokój.- Powiedziawszy to wręczyła jeden kluczyk dla dziewczyn, drugi dla różowowłosego i łysego i trzeci dla milczącej pary.-Życzę miłych snów.
Po tych słowach zniknęła w pokoju z nr 12. Wszyscy rozeszli się do pokoi. Okumara i Suguro bez słowa zdjęli z siebie spodnie i położyli się do łóżka, leżeli plecami do siebie i tak zasnęli. W nocy, przez sen Bon przewrócił się na drugi bok i przytulił się do Rina. Jego ręka powędrowała na podbrzusze, a kolano miedzy uda szatyna. W takiej oto pozycji spali przez cała noc.
Gdy się obudzili, słonce było wysoko na niebie. Obydwoje przebudzili się mniej więcej w tym samym czasie. jeden i drugi poczuli, że mają ciasno w bokserkach, dopiero po dłuższej chwili zorientowali się w jakiej pozycji są ułożeni.
-B-bon, co Ty...-Wydukał Rin.
Blond-brunet zrobił się czerwony z zawstydzenia.Nie mógł uwierzyć, ze przez sen przytulił się do tego diabła. Zabrał rękę i kolano.
-Dzięki..-Powiedział nie pewnie niebieskooki i wstał z łóżka, zaczął się ubierać.
Drugi chłopak też wstał z łóżka. Oboje byli odwróceni do siebie plecami. Do Rina powróciły wspomnienia z tego co działo się na imprezie. Na samą myśl o tym się zarumienił.Stali ubrani i spoglądali na siebie. Do Bona też powróciły wspomnienie. W tej chwili do środka wszedł Shima.
-O! Już nie śpicie. To świetnie. Shura powiedziała, że za kilka minut wracamy do Akademii Prawdziwego Krzyża. mamy spotkać sie na dole za 5 minut.
-Ok.- Odparli oboje przyjaciół, po czym Renzo wyszedł.
Żaden z chłopaków nie miał zamiaru się odezwać. Przez resztę dnia omijali sie i nie odzywali do nikogo.